Dzisiaj:28
Wczoraj:92
W tygodniu:28
W miesiącu:2875
Ogólnie:102036

Twoje IP: 54.204.122.57 poniedziałek, 27, marzec 2017 06:37

Kto jest online

Goście: 55 gości online

W auli seminaryjnej w środowy wieczór (27.10.2010r.) odbył się wieczór świadectw. Był on okazją do tego, aby posłuchać wrażeń tych braci, którzy w ubiegłe wakacje odwiedzili rozmaite kraje Europy i nie tylko. Swoją obecnością zaszczycił nas sam ordynariusz diecezji tarnowskiej bp Wiktor Skworc. Obecni byli także: ks. Łukasz Kostrzewa (kapelan biskupa), ks. Krzysztof Czermak (były misjonarz), siostry Józefitki, oraz oczywiście cała społeczność seminaryjna, a więc przełożeni i alumni.

Czytaj więcej...

W czwartek (28 października 2010r.) o godz. 19 nasze seminaryjne mury odwiedził ks. bp Wiesław Lechowicz. Zjawił się w sali misyjnej na zaproszenie ojca Stanisława Wojdaka, aby opowiedzieć nam nieco o swojej pierwszej wyprawie do Afryki. Na przełomie września i października tego roku bp Wiesław odwiedził bowiem Kongo. Spotkanie rozpoczęliśmy modlitwą za tarnowskiego misjonarza męczennika ks. Jana Czubę, po czym słuchaliśmy piosenki Cesarii Evory, aby lepiej „wczuć się” w klimaty afrykańskie. Tuż po tym oglądaliśmy ok.30- minutowy pokaz slajdów, w czasie którego ks. biskup na bieżąco objaśniał nam to, co na nich widzieliśmy. W czasie pobytu bp Wiesław miał okazję brać udział w ślubach wieczystych 4 sióstr zakonnych. Sam ryt takich święceń jest bardzo podobny do naszego, lecz towarzyszą mu różne dziwne zwyczaje, takie jak chociażby chuchanie, by przekazać tchnienie życia. W czasie składania ślubów śpiewał wielki chór, odbywały się tańce (to normalne w Liturgii afrykańskiej), procesja z darami, a kościół był pięknie przystrojony.

Czytaj więcej...

W niedzielę misyjną tj. 24.10.2010r. nasza wspólnota gościła ks. Mariusza Barwacza, który od 4 już lat pracuje misyjnie w Boliwii (Ameryka Pd.). Sprawował on Mszę Św. w kaplicy seminaryjnej, w czasie której wygłosił do nas kazanie.

W naszą pamięć zapadły słowa o tym, że każdy ksiądz powinien kilka lat poświęcić na pracę dla innego Kościoła. Nie koniecznie musi to być Kościół  w krajach egzotycznych. Można wyjechać także w mniej odległe tereny po to, aby głosić Chrystusa. Ks. Mariusz stwierdził, że jest to potrzebne, by lepiej zrozumieć ogromne zapotrzebowanie w całym świecie na autentycznych Chrystusowych świadków, którzy gotowi są poświęcić dla głoszenia Ewangelii wszystko.  Mówił o tym do kleryków sam sługa Boży papież Jan Paweł II w słowach - „Świat Was potrzebuje”.

Padły też słowa, że wyjazd na misje to nie jest jakieś wielkie poświęcenie ze strony misjonarza. Wszyscy zdają sobie sprawę z trudów takiej pracy, lecz Chrystus powołuje nie tylko dla konkretnej wspólnoty, ale dla całego świata.

Zapamiętaliśmy również mocne stwierdzenie, iż Kościół, który nie jest wrażliwy na dzieło misji i misyjnie się nie angażuje jest albo chory, albo niedojrzały.

Po Mszy Św. chętni wzięli udział w spotkaniu z ks. Mariuszem w sali misyjnej. Na początku opowiedział on nieco o Boliwii. Dowiedzieliśmy się, że ten kraj znajduje się w nienajlepszej sytuacji politycznej. Jest 3 razy większy od Polski, ma bogaty klimat, w którym występują 2 pory (sucha i deszczowa). W Boliwii pracuje 4 księży z naszej diecezji. Kraj charakteryzują duże przestrzenie i mała gęstość zaludnienia. Wikariat, w którym pracuje ks. Mariusz zajmuje obszar ¼ Polski i zamieszkuje go ok.250-300 tys. ludzi. Wikariatem przed przyjazdem misjonarzy z Polski opiekowali się księża franciszkanie z Niemiec. Dziś nie pracuje tam już żaden z nich, ale wciąż starają się wspomagać misję modlitwami i ofiarami pieniężnymi. W całej Boliwii misyjnie pracuje 300 Polaków( księża, siostry zakonne, bracia zakonni i misjonarze świeccy). Ciekawa dla nas była informacja o 9- letnim czasie kształcenia miejscowych kandydatów na kapłanów. Tamtejszy biskup podjął taką decyzję,  mając na uwadze, że powołania rodzące się w  boliwijskim Kościele bywają niestałe.

Czytaj więcej...

1. Modlitwa.

2. Słowo Gospodarza - o. Stanisława Wojdaka.

3. Piosenka: "W sercu Kościoła".

4. Świadectwo dk. Grzegorza Stochela z praktyki duszpasterskiej z Norwegii - Fyrde.

5. Świadectwo dk. Mateusza Wójcika z praktyki duszpasterskiej w Polskiej Misji Katolickiej w Hannoverze.

6. Świadectwo dk. Rafała Dańca z praktyki z ukraińskich Strzelczysk.

7. Piosenka: "Chwalcie Pana wszystkie narody" - Ps. 117.

8. Świadectwo z Ekwadoru ks. prefekta Tomasza Kudronia.

9. Prezentacja z Ekwadoru.

10. Świadectwo kl. Piotra Dydo-Rożnieckiego z wakacyjnego stażu misyjnego w Ekwadorze.

11. Świadectwo dk. Karola Kuźmy z wakacyjnego stażu misyjnego w Republice Środkowoafrykańskiej.

12. Losowanie nagród w Loterii.

13. Film "Jeśli chcecie być szczęśliwi"

14. Słowo i błogosławieństwo ks. bp Ordynariusza.

15. Piosenka: Barka.

 

W poniedziałek (25.10.2010r.) w sali misyjnej odbyło się spotkanie z byłym ekwadorskim misjonarzem ks. Leszkiem Leszkiewiczem, który pełni obecnie funkcję prefekta w naszym seminarium. Podzielił się on z nami swoimi doświadczeniami związanymi z pracą misyjną. Mówił bardzo wiele ciekawych rzeczy, ale zdaniem, które powtarzało się najczęściej i które zapamiętaliśmy było to, zawarte w tytule.

W celu wyjaśnienia dodam, że chodziło o zdolność dostrzegania pewnych rzeczy, którą ks. Leszek posiadł właśnie dzięki pobytowi na misjach. Nie widziałby chociażby tego, jak ważna jest dzisiaj umiejętność słuchania- dodał, że misjonarz wyjeżdża właśnie po to, aby słuchać innych, odkrywać ich myślenie, potrzeby, pragnienia, a dopiero potem starać się je zaspokajać. Okazją do słuchania w Ekwadorze było dla ks. Leszka oczekiwanie na spóźniających się na Mszę Św. miejscowych ludzi. Kiedy schodzono się przez długi czas, możliwe było, by z każdym dołączającym zamienić chociaż parę słów, dowiedzieć się co go trapi, czym żyje, a także co wydarzyło się na wiosce, aby potem powiedzieć na kazaniu o interesujących dla tych ludzi rzeczach. To oczekiwanie to także nauka cierpliwości, gdyż w Ekwadorze nieco inaczej pojmuje się czas niż w Europie.

Ks. Leszek opowiedział także o szczególnym doświadczeniu Bożej Opatrzności w sytuacjach trudnych. Jako młody misjonarz, który dopiero co przyjechał prowadzić dzieło ewangelizacji, wszystkie oszczędności wydał na leczenie pewnej kobiety, która potrzebowała ich na pokrycie kosztów dość skomplikowanych operacji. Były one dla niej jedyną szansą na przeżycie. Tym samym złamana została podstawowa zasada, aby zawsze mieć zaoszczędzoną taką sumę pieniędzy, by możliwy był ewentualny powrót do kraju. Niedługo potem znajomi przebywający w USA postanowili przysłać ks. Leszkowi pewną sumę pieniędzy na potrzeby związane z jego pracą. Okazało się, że była to dokładnie taka sama suma, jaką wydał na pokrycie kosztów leczenia tej potrzebującej kobiety.

Na początku nie było wcale łatwo, gdyż w tej części Ekwadoru działali fałszywi księża, których akceptowała miejscowa ludność. Widząc polskich kapłanów otwarcie mówili, że ich tam nie chcą, gdyż są zadowoleni z pracy „księży”, którzy naprawdę księżmi nie byli. Udało się jednak doprowadzić do spotkania w kościele, podczas którego pani mająca otwarcie wyrazić niechętny stosunek do polskich prezbiterów wychodząc po stopniach do ambony złamała nogę z przemieszczeniem.

Ekwadorczycy odczytali to jako znak i od tej pory nie było już żadnych problemów z przyjęciem. Ks. Leszek wspominał, że do końca jego pobytu dało się odczuć pewien szacunek do nich- misjonarzy, który wynikł między innymi właśnie z tego zdarzenia. Ludność twierdziła, że „ z nimi nie warto wojować”. Później oczywiście przekonała się ona do naszych kapłanów ze względu na ich ofiarną pracę.

Nasz gość mówił także o wspólnocie, jaka panuje wśród Ekwadorczyków podczas sprawowania Mszy Świętej. Serdecznie przekazuje się znak pokoju, a wszyscy czują się rzeczywiście między sobą braćmi. Nie brakło też kilku wspomnień z pobytu wakacyjnego w Indiach. Dowiedzieliśmy się m.in. o indyjskich zwyczajach dotyczących jedzenia, a także o pewnych różnicach między Indiami północnymi, a południowymi. Spotkanie zakończyliśmy modlitwą.