Dzisiaj:5
Wczoraj:75
W tygodniu:5
W miesiącu:1798
Ogólnie:159249

Twoje IP: 3.80.55.37 poniedziałek, 21, styczeń 2019 01:48

Kto jest online

Goście: 3 gości online

Poniedziałek - sobota, 7-13.09.2014

afryka4 1Do środy pracowaliśmy przy remoncie. Unicestwiliśmy setki karaluchów, które zamieszkiwały w starych szafkach, co w Afryce zdarza się często. W czwartek rozpoczęliśmy podróż na północ Konga, nasze przygotowania zaczęliśmy od zakupów. Potem rozstaliśmy się z misjonarzem ks. Marianem, który, ku wielkiej swej radości, po otrzymaniu wizy, mógł w końcu odlecieć do Dolisie, aby kontynuować swoją pracę. My zaś w drogę wyruszyliśmy około południa. Do pokonania mieliśmy około 300 km, więc konieczne były krótkie przystanki. Pierwszy na łonie afrykaśkiej przyrody, w górach, w głuchej ciszy, podczas którego próbowaliśmy wypić lub zjeść zawartość schłodzonych (zmrożonych) napojów w puszce. Drugi postój w miejscowości Ngo, w parafii w której przed laty posługiwał ks. Bronisław Rosiek. Zaniedbane zabudowania parafialne zdają się wręcz krzyczeć, domagając się obecności kogoś, kto przywróci ich dawną świetność i zadba o ich utrzymanie. Biali misjonarze wciąż są w Kongo potrzebni, aby być wzorem dla Afrykańczyków. Dzięki podróży na północ kraju mogliśmy obserwować, jak zmienia się krajobraz, który z suchej sawanny powoli przemianiał się w bujne lasy tropikalne. Wieczorem dotarliśmy do Gambomy, gdzie przyjęły nas siostry józefitki, z Polką siostrą Rozaną. Zwiedziliśmy tutejszą misję, jej bardzo skromne zabudowania, w tym katedrę pw. św. Piusa X oraz równie niepozorny dom biskupi.

afryka4 2Tutejsze siostry zajmują się prowadzeniem przedszkola i szkoły. W Gambomie, w ostatnich latach pracowali tarnowscy księża: ks. Józef Kordek i ks. Tomasz Kania, który przed rokiem opuścił Kongo. W piątek z rana wyruszyliśmy w dalszą drogę na północ. Skręciwszy w wąską ścieżkę, dojechaliśmy do wioski Passa, w której ks. Bogdan, ks. Stanisław oraz nasz przewodnik, ksiądz Gicker, pochodzący z owej wioski, celebrowali Mszę świętą w języku lingala. Mieszkańcy wsi mają możliwość uczestniczenia w Eucharystii tylko raz na dwa tygodnie, więc przyjazd kapłanów i polskiej delegacji był dla nich wielką radością, którą okazali przez odświętny strój, piękny śpiew i tańce oraz dary ofiarne w naturze (banany, maniok, trzcina cukrowa). Po Mszy udaliśmy się do centrum wioski, po drodze mijając budujące się kaplice należące do sekt. Niestety zdobywają one tutaj bardzo wielu wyznawców. W wiosce zostaliśmy ugoszczeni w domu rodzinnym ks. Gickera, zbudownym w tradycyjny afrykański sposób, z gliny. Dach natomiast stanowiły posplatane gałązki palmowe, które bardzo skutecznie chroniły od słonecznego żaru. Jeden z nas, Krzysztof, mógł własnoręcznie, za pomocą maczety zdobyć pożywienie, a mianowicie dwie spore kiście bananów, których konsumpcja nastąpiła bezzwłocznie. Po raz pierwszy mieliśmy okazję spróbować banana prosto z drzewa. Niestety, czas szybko mijał i trzeba było ruszać w dalszą podróż. Około 13 dotarliśmy do Oyo, gdzie drogi polskiego i kongijskiego Kościoła splotły się, miejmy nadzieję, na stałe, już w 1973 r., kiedy przybyli tu tarnowscy misjonarze. Ostatnim z nich był w tym miejscu ks. Józef Piszczek, przy którego grobie modliliśmy się. Ks. Bogdan w przejmującej opowieści zrelacjonował przypuszczalne okoliczności tragicznej śmierci ks. Józefa. Od półtora roku nie ma tu proboszcza, tylko kongijski administrator, ponieważ miejscowy biskup pozostawił tę misję dla tarnowskich misjonarzy. Smutnym świadectwem braku polskich księży i zarazem potrzeby ich przybycia jest rozpoczęta przez ks. Piszczka, a obecnie zawieszona, budowa nowego kościoła w Oyo. W porównaniu do innych miast kraju Oyo wygląda bardzo imponująco. Choć jest to niewielkie miasteczko, bo liczy 20 tysięcy mieszkańców, jest bardzo zadbane i czyste. Powstaje też tutaj wiele nowych budynków, przypominających europejską architekturę. Cały ten rozwój można przypisać temu, że stąd pochodzi obecny prezydent Republiki Konga. Wieczorem wróciliśmy do Gambomy. afryka4 3W sobotni poranek uczestniczyliśmy we Mszy Świętej w katedrze w Gambomie, a po niej zapoznaliśmy się z wszystkimi parafianami, którzy modlili się podczas Eucharystii. Po śniadaniu pożegnaliśmy się z siostrami i wyruszyliśmy w drogę na południe, do Brazzaville. Po drodze zatrzymywaliśmy się kilkakrotnie, aby u miejscowych handlarzy zakupić produkty rolne, wśród nich swojsko pachnący maniok, pataty i ananasy. W Brazzaville odwiedziliśmy kolejną wspólnotę sióstr józefitek. Wielkim zaskoczeniem była siostra Kongijka rozmawiająca z nami po polsku. W tym domu pracuje też Polka, siostra Liliosa. Pokazała nam ona budującą się szkołę średnią i internat dla dziewcząt. U sióstr zjedliśmy obiad, a wieczorem gościliśmy na kolacji u arcybiskupa Anatola Milandou, gdzie mile zaskoczyła nas domowa, rodzinna atmosfera.