Dzisiaj:5
Wczoraj:75
W tygodniu:5
W miesiącu:1798
Ogólnie:159249

Twoje IP: 3.80.55.37 poniedziałek, 21, styczeń 2019 01:33

Kto jest online

Goście: 9 gości online

002 Przed stazamikl. Krzysztof Dyrlik (r. IV)

Mam na imię Krzysztof. Zdecydowałem się w przyszłe wakacje wyjechać na staż misyjny do Republiki Konga. Razem ze mną wyjadą : ks. Stanisław Wojdak, Bartłomiej Stukus i Piotr Madej.

Moje przygotowanie odbywa się na dwóch poziomach. Kształtuję w sobie misyjne serce. Pomagają mi w tym: codzienne rozważanie Słowa Bożego, osobista adoracja, pragnienie angażowania się na rzecz wspólnoty Kościoła. Myślę, że misjonarz to człowiek, który odczuwa ciągły niepokój. Moja wiara polega na relacji z Bogiem (Miłością). Chciałbym, aby to co daje mi szczęście było też udziałem tych wszystkich, którzy jeszcze nie wierzą. Przygotowanie to także studium języka. Polega ona na nauce słówek, korepetycjach. Wiem, że przygoda z językiem obcym nie powinna się zakończyć wraz z odbytym stażem misyjnym.

 

Co do przyszłości to pokładam ufność w Opatrzności Bożej. Mam głębokie przekonanie, że impuls misyjny pochodzi od Niego. Zrodził się u mnie podczas jednej z konferencji. Idę za nim zdecydowanie. Bardzo przemawia do mnie spojrzenie na świat jako przestrzeń ludzkich serc spragnionych świadectwa.

Chciałbym być księdzem, który żyje w Kościele misyjnym i dla Kościoła misyjnego. Inspirują mnie wszyscy kapłani zaangażowanie w przemianę świata (zaczynając od siebie) przez wcielanie Słowa w życie. Misje to coś więcej niż jednorazowy wyjazd. To styl życia. Czym będzie też stylem mojego życia? Proszę o modlitwę, abym cierpliwie współpracował z Bogiem bogatym w miłosierdzie.

kl. Piotr Madej (r. II)

W najbliższe wakacje udam się, wraz z ks. Stanisławem Wojdakiem i dwoma braćmi z seminarium, na staż misyjny do Konga-Brazzaville, gdzie spędzimy około miesiąca (sierpień/wrzesień). 

Co skłoniło mnie do podjęcia decyzji o wyjeździe? Myślę, że wpływ na to miało kilka czynników. Na pewno jednym z nich jest zainteresowanie misjami i głoszeniem Ewangelii, ponadto ciekawość świata, zamiłowanie do podróżowania. Chociaż długo się wahałem, postanowiłem pojechać. Mam nadzieję, że ten wyjazd odnowi, umocni ewangelizacyjny, misyjny zapał – tak we mnie, jak i w tych, z którymi będę mógł podzielić się przeżyciami ze stażu. Spodziewam się także doświadczenia wiary Afrykańczyków.

Aby nie zmarnować czasu, jaki pozostał do wyjazdu, przygotowuję się do niego poprzez naukę języka francuskiego (bo jaki sens miałby wyjazd, gdybym nie mógł porozumieć się mieszkańcami kraju), czy zdobywanie chociaż najprostszych informacji na temat Konga. Najważniejsze jest przygotowanie duchowe, przez modlitwę – prywatną i wspólnotową, gdy raz w tygodniu spotykamy się w gronie wszystkich wyjeżdżających na staż, powierzając Bogu całe to przedsięwzięcie. Nie jestem jednak pozbawiony obaw – by wymienić tylko lęk przed niemożnością porozumienia się czy strach związany z samym wyjazdem do dalekiego kraju. Mam jednak mocną nadzieję, że nie zmarnuję szansy, jaką daje staż misyjny i wykorzystam ją dla dobra własnego i bliźnich.

kl. Bartłomiej Stukus (r. II)

Na początek powiem może rzecz banalną, ale takiej decyzji z pewnością nie podejmuje się z dnia na dzień. Ja osobiście mogę powiedzieć, że już od dłuższego czasu przechodziłem swoistą formację misyjną, ponieważ moim katechetą w liceum był ks. Stanisław Kuczaj, który przez kilka lat przebywał na misjach w Afryce, w RCA. Z pewnością jego opowiadania i entuzjazm z jakim mówił o misjach wywarły na mnie pewien wpływ i zasiane wówczas ziarno powoli rozwijało się gdzieś głęboko we mnie. Po wstąpieniu do seminarium dowiedziałem się, że jest możliwość wyjazdu na rzeczony staż. Oczywiście pojawiła się myśl, że może mógłbym spróbować, ale szybko została zagłuszona i na jakiś czas rozmyślania na ten temat zeszły na dalszy plan. Jednak już w czasie wakacji rozmawiałem z innymi klerykami, którzy odbyli staż. Jak się okazało przeżyli go bardzo głęboko i byli pod wielkim wrażeniem tego jak Bóg działa na misjach. Pojawiły się więc po raz kolejny myśli o wyjeździe. Przez jakiś czas zastanawiałem się nad tym i prosiłem Boga, aby pomógł mi podjąć decyzję. Ostatecznie „klamka zapadła” w czasie tygodnia misyjnego i po skonsultowaniu mojej decyzji z rodziną (przez wzgląd na koszty wyjazdu) zgłosiłem się do ks. Stanisława Wojdaka i dołączyłem do grupy „stażystów”.

Myślę, że podstawową pobudką do wyjazdu była dla mnie chęć robienia tego do czego wzywa mnie Chrystus. Najpierw przemówiły do mnie Jego słowa, żeby robić więcej niż tylko to, czego się od nas wymaga. Więc oprócz tego co jest zawarte w podstawowej formacji kapłańskiej, postanowiłem zrobić coś więcej. Potem Jezus mówi, abyśmy szli na cały świat i głosili Ewangelię, a więc dał mi odpowiedź na moje prośby o pomoc w podjęciu decyzji. Myślę, że każdy z nas powinien się kierować tymi słowami Pana. Wiadomo, że nie każdy może jechać na misje, ale skoro ja mogę i chcę, to podejmuję to wezwanie. Poza tym zawsze pociągały mnie podróże i zwiedzanie świata. Jest to pobudka poboczna, ale skłamałbym, jeśli bym powiedział, że nie miała żadnego znaczenia przy podjęciu decyzji. Dodatkową motywacją było również to, że wyjeżdżamy do Kongo, a więc do kraju, gdzie pracował ks. Jan Czuba. Jest to patron naszej sali misyjnej w seminarium, a oprócz tego pochodzi ze Słotowej sąsiadującej z moją rodzinną parafią - Pilznem. Taki przykład zobowiązuje, a jednocześnie nadarza się okazja, aby zobaczyć gdzie i w jakich warunkach pracował ten męczennik z ziemi tarnowskiej.

Mam nadzieję, że ten wyjazd pozwoli mi nie tylko odkryć trochę świata, zobaczyć coś nowego i poznać innych ludzi i ich kulturę. Myślę, że pozwoli mi w pewien sposób sprawdzić swoje siły w takiej pracy. Jeśli się w tym odnajdę to mam nadzieję kiedyś wyjechać, chociaż na kilka lat do pracy na misjach.