Dzisiaj:24
Wczoraj:195
W tygodniu:735
W miesiącu:2252
Ogólnie:116715

Twoje IP: 54.92.186.20 sobota, 19, sierpień 2017 05:32

Kto jest online

Goście: 28 gości online

Ostatni tydzień w Afryce był głównie czasem przygotowania do wyjazdu. W poniedziałek odwiedziliśmy jeszcze miejscową artizane. Po południu natomiast wybraliśmy się z wizytą do sióstr Józefitek pracujących w Bangui, a następnie odwiedziliśmy mianowanego niespełna trzy tygodnie wcześniej arcybiskupa Dieudonne Nzapalainga, który dotychczasowo pełnił funkcję administratora archidiecezji Bangui. Zaproszonymi gośćmi byli również: włoski biskup, który nazajutrz miał udzielić święceń kapłańskim kilku diakonom, rektor sanktuarium maryjnego, kanclerz kurii  oraz ksiądz pracujący w Rzymie, a pochodzący z naszego kraju. Podczas kolacji na tarasie, z którego widok rozciągał się na miasto i rzekę Ubangi, ksiądz arcybiskup opowiadał o potrzebach, trudnościach, ale i o radościach lokalnego Kościoła.

Na wtorkowy obiad zostaliśmy zaproszeni do Mathie. Razem z jego rodziną siedzieliśmy przed domem zajadając maniok, smażone ryby i bananowe ziemniaki. Szczerze mówiąc przywiązaliśmy się trochę do Mathiego, który towarzyszył nam podczas wszystkich wypraw ewangelizacyjnych. We wtorek rozpoczęliśmy pakowanie naszych walizek, które z trudem pomieściły wszystkie pamiątki, które zakupiliśmy w Afryce.

W środę rano odwieźliśmy nasze bagaże do punktu Air France.  W południe poszliśmy do jednego z parafian – Rudolfa, który również zaprosił nas na obiad. To niezwykłe doświadczenie, zobaczyć dosłownie od kuchni jak żyją Afrykańczycy. Przed wieczorną Mszą św. tuż nad naszymi głowami przeleciał samolot lecący z Paryża, którym nazajutrz mieliśmy wrócić do Europy.

Czytaj więcej...

40_AfrykaW sobotę uczestniczyliśmy w ślubie Igora i Prudonce. Była to para biorąca aktywny udział w życiu parafii. Mszy św. ślubnej towarzyszył taniec i śpiew, który dobitnie wyrażał radość z chwili, którą razem z małżonkami przeżywali ich goście.

W niedzielę, bardzo wczesnym rankiem wyruszyliśmy do Yombo – jednej z wiosek należącej do sektora „las”. Był to drugi etap naszej ewangelizacji kolejnego sektora parafii w Bimbo. Po dotarciu do wioski rozłożyliśmy sprzęt nagłaśniający na przygotowanym i specjalnie na tę okoliczność zadaszonym placu przed kaplicą. Kiedy grupa młodzieżowa, która tydzień wcześniej towarzyszyła nam w N’dimbie, rozpoczęła swoją muzyczną animację, plac błyskawicznie wypełnił się dziećmi. Przed Mszą św. ojciec Stanisław spowiadał licznych penitentów. Na Mszę św. przyszła niemalże cała wioska i reprezentanci pozostałych wiosek należących do tego sektora. Odświętne stroje mieszkańców  dobitnie świadczyły o ważnym wydarzeniu jakim była Eucharystia sprawowana w ich wiosce. Homilia wygłoszona przez ks. Wojdaka dotyczyła życia sakramentalnego z położeniem szczególnego akcentu na sakrament małżeństwa. W czasie Eucharystii przekonaliśmy się jak hojni potrafią być Afrykańczycy, którzy sami niewiele mają. Podczas procesji  z darami prawie czterdzieści  roztańczonych kobiet przyniosło do ołtarza to, co wyrosło na ich polach. Były to m.in. maniok, kolby kukurydzy, orzeszki ziemne, banany, ananasy, pomarańcze. Jedna z kobiet ofiarowała kozę, która podczas liturgii leżała spokojnie przed ołtarzem. Po Mszy św. miała miejsce adoracja Najświętszego Sakramentu.

Czytaj więcej...

Afryka 1Ostatni wieczór w N’Djamenie spędziliśmy razem z przedstawicielami wszystkich grup parafialnych.  Wśród gości, licznie przybyłych na spotkanie, był również ksiądz Jakub, który nazajutrz leciał na urlop do Polski. Pochodzi on z diecezji bydgoskiej, a obecnie pracuje w jednej z parafii w pobliżu N’Djameny. Późnym wieczorem niespodziewanie zjawiła się u nas siostra Dorota wraz ze swoim krewnym, który odwiedził ją na misjach. Podczas tego spotkania ks. Jakub podzielił się z nami swoimi misyjnymi doświadczeniami. Opowiadał m.in. o swojej pierwszej placówce misyjnej, która, co ciekawe,  w porze deszczowej, ze względu na swe położenie, przez cztery miesiące, całkowicie odcięta była od świata.  Dowiedzieliśmy się również wielu ciekawych rzeczy o ludziach, wśród których pracują nasi misjonarze. Jedną z  trudności z jaką zmagają się kapłani, jest próba uregulowania życia małżeńskiego ich wiernych. Problemy na tym polu wynikają  ze specyficznej mentalności tutejszych ludzi. Dla wielu przeszkodą w zawarciu małżeństwa jest tzw. dot, który mężczyzna musi zapłacić rodzinie przyszłej żony. Średnio jest to równowartość 120000 CFA.   Dla wielu jest to zbyt dużo, aby wykupić  żonę, dlatego żyją bez ślubu. Ogromna część społeczeństwa nie widzi w ogóle potrzeby zawierania sakramentalnego związku małżeńskiego. W społecznościach afrykańskich kobiety bardzo często są źle traktowane przez mężczyzn. Trudno w to uwierzyć, ale w czasach, gdy kobiety w krajach wysokorozwiniętych otrzymały status równy mężczyźnie, tutaj są zupełnie bezkarnie bite przez swoich mężów. Ciekawą rzeczą jest inicjacja etniczna. Przechodzą ją czternastoletni chłopcy. Zabierani są wówczas nawet na pół roku do lasu, gdzie poddawani ciężkim próbom, mają oficjalnie stać się mężczyznami. Nie wiadomo, jakim próbom poddawani sią młodzi chłopcy, gdyż wszystko owiane jest tajemnicą. Nie wolno jest im mówić o tym, czego doświadczyli. Las, w którym spędzają ten czas próby, omijany jest z dala, zwłaszcza przez kobiety. Za poznanie tajemnicy inicjacji grozi kara śmierci. Czasem zdarza się, że któryś z młodzieńców  nie wraca do domu. Wówczas nawet jego najbliższa rodzina nie pyta, co się z nim stało, gdyż wszystko co stanie się podczas inicjacji uchodzi za niemal święte. Afrykańczycy to ludzie niezwykle wytrzymali i odporni na ból. Mogliśmy zobaczyć jak zaprawiani są oni do życia w trudnych afrykańskich warunkach już od  wczesnego dzieciństwa. Na ulicach małe dzieci bawią się bez opieki rodziców, starsze pilnują młodsze. W naszej kulturze nie do pomyślenia jest to, by zostawić kilkumiesięczne dziecko pod opieką czterolatka. W Afryce jednak dzieci stają się szybciej odpowiedzialne, również dzięki temu, że zdane są na siebie.

Czytaj więcej...

37_AfrykaPo naszej pierwszej Mszy świętej w parafii św. Antoniego w Bimbo - dzielnicy Bangui, przed kościołem zebrał się spory tłum, by przywitać się z ks. Stanisławem Wojdakiem, który pracował w tej parafii przez osiem lat. Ojciec Stanisław każdego roku powraca do Bimbo z klerykami - odbywającymi staż misyjny. Afrykańczycy to ludzie niezwykle otwarci i serdeczni. I chociaż ich mentalność czasem daje się we znaki, to nie sposób zapomnieć o tych uśmiechniętych twarzach.

Razem z ks. proboszczem Krzysztofem Mikołajczykiem pojechaliśmy do miasta. Podczas naszej pierwszej wizyty w stolicy, zwróciliśmy uwagę na bardzo liczne kilkupiętrowe budynki, których w Czadzie było znacznie mniej. Owa różnica architektoniczna jest pozostałością po Francuzach i Włochach, mieszkających tu przed kilkudziesięciu laty. Jednak coraz częściej mogliśmy spotkać eleganckie domy, wybudowane przez samych Afrykańczyków. Zaprzeczałoby to stereotypowi czarnoskórego, który sam nie jest w stanie zadbać o swoje. Również targ różnił się od tego, który poznaliśmy w Czadzie. Całość podzielona była na działy. Produkty równo poukładane na stołach , na podłodze nie walały się śmieci, a mięso nie było siedliskiem dla much. Całość przykryta była dachem, dzięki czemu produkty nie gotowały się w palącym słońcu. Przyjemnie było poczuć zapach świeżych warzyw i owoców. Te różnice wynikały być może z tego, że sprzedawcami w N’Djamenie byli głównie muzułmańscy mężczyźni, a tu afrykańskie kobiety. Tego dnia zrobiliśmy  zakupy we wszystkich supermarketach w kraju. Choć wydaje się to niemożliwe, to jednak w Bangui znajdują się jedyne trzy supermarkety w całym kraju, który jest dwukrotnie większy niż Polska. W mieście zakupiliśmy artykuły spożywcze  potrzebne nam do przeżycia podczas zaplanowanej, pięciodniowej ewangelizacji w wioskach sektora rzecznego, który jest częścią parafii w Bimbo. W skład tej parafii wchodzi jeszcze dwa inne sektory: sektor droga i las. Najdalsza wioska sektora rzecznego oddalona jest o ok. 60 km od centrum. Na ogromnym obszarze parafii św. Antoniego mieszka około 40 tys. mieszkańców z czego 17 tys. to katolicy. Pozostali są protestantami, bądź przynależą do jednej z wielu sekt, mających swoje kaplice w każdej z wiosek.

Czytaj więcej...

36_AfrykaNiedzielna Mszą św. zgromadziła jak zwykle ok. 2500 parafian. Radosnemu zgromadzeniu modlitewnemu przewodniczył ks. Maksymilian, a kazanie wygłosił ojciec Stanisław Wojdak.  Nie wspominaliśmy jeszcze o wyjątkowych  strojach, w jakich kobiety pojawiają się na Mszy św. Strój, sam w sobie nie jest niczym niezwykłym, tym co rzuca się w oczy są wkomponowane w materiał wizerunki Pana Jezusa, Matki Najświętszej lub postaci Świętych. W naszych stronach nie spotkałoby się to z dobrym przyjęciem. Jednak w  kulturze miejscowych nie jest to niczym zadziwiającym. To piękny wyraz utorzsamienia się z wyznawaną religią. Wspomniane wyżej elementy pojawiały się nie tylko na okryciach damskich. Spotkaliśmy również kilku mężczyzn, którzy w podobny sposób dawali wyraz swojej wierze. Po Mszy św. miały miejsce spotkania różnych grup parafialnych. Odbywały się one równocześnie na placu, gdzie wcześniej sprawowana była Msza św. My uczestinczyliśmy w spotkaniu grupy liturgicznej. Dyskusja dotyczyło tego, co można byłoby zrobić, aby jeszcze bardziej uświetnić liturgię. My również mogliśmy zabrać głos, dzieląc się naszymi spostrzeżeniami i propozycjami. Kończące się spotkania zostały przerwane przez gwałtowną ulewę. Obfity deszcz w porze deszczowej nie jest niczym niezwykłym, jednak my nie przywykliśmy do, dosłownie, lejącego się strumieniami deszczu.W mgnieniu oka cały ogród przed plebanią i plac kościelny  zamieniły się w jezioro. Wody przybywało. Kilka minut ulewy wystarczyło, by woda wdarła się do naszej kuchni. Wszyscy uczestniczyliśmy w „akcji ratunkowej”, mającej na celu uchronienie naszego domu przed napływająca z każdej strony wodą. Jedni podstawiali wiadra i misy pod krople sączące się z sufitu, inni przekopywali ogród by woda mogła odpłynąć na drogę za bramą, która zamieniła się w rwącą rzekę. Jeszcze inni pilnowali, by woda nie wdarła się przez główne drzwi. Pomocni okazali się parafianie, którzy, pomimo swych odświętnych strojów nie szczędzili swoich sił. Dwa dni później dowiedzieliśmy się, że w sąsiedztwie, podczas tego niedzielnego deszczu, zawalił się jeden z domów – zginęło pięć osób. To właśnie deszcz był głównym powodem, który sprawił, że nasz pobyt w N’Djamenie przedłużył się o kilka dni. Obawialiśmy się bowiem trudności na drogach, które w czasie deszczu stają się nieprzejezdne.

Czytaj więcej...