Dzisiaj:24
Wczoraj:195
W tygodniu:735
W miesiącu:2252
Ogólnie:116715

Twoje IP: 54.92.186.20 sobota, 19, sierpień 2017 05:28

Kto jest online

Goście: jeden gość online

Poniżej zamieszczamy kilka listów od ks. bpa Tadeusza Kusego, który jest ordynariuszem w diecezji Kaga Bandoro w RCA. Opisuje on sytuację w swojej diecezji i prosi nas o modlitwę. Polecajmy Bogu jego osobę i całą diecezję, w której posługuje.

bp KusyMoi Drodzy!

Być może coś przeniknęło do wiadomości dzienników w Europie (wczoraj wieczorem była krótka informacja w telewizji francuskiej), wiec może i w Polsce było coś o ostatnich wydarzeniach w RŚA?



Aby nie było niejasności, piszę o tym, z naszego podwórka.

U nas w 3 parafiach dekanatu centrum, to znaczy 2 w Kaga Bandoro i jednej 10 km od katedry, co najmniej kilkanaście osób straciło życie w czasie ataków i przemieszczeń po wioskach uzbrojonych rebeliantów muzułmańskich. Kilka dni wcześniej sterroryzowali personel szpitala i chorych, którzy w popłochu uciekli a rabusie zabrali się do dzieła.

Są mniejszością w kraju. Zagarnięta przemocą władza w marcu 2013 i 10 miesięcy ich prezydenta skończyły się katastrofą polityczną i społeczną dla państwa. Ale do dziś okupują większą cześć terytorium kraju (także z pustymi obszarami – parków i rezerwatów), nękają ludzi, kradną, palą domy, zabijają...  Wydawało się, że przez ostatnie miesiące niejako już coś się uspokoiło, a tu na nowo tyle zła.

Tydzień temu napadli na probostwo parafii na północy (NDELE), zabrali cenne rzeczy; teraz w ubiegły piątek tak samo w dwóch naszych parafiach (świętego Zbawiciela w NDOMETE i Narodzenia Pańskiego w KB), sąsiednich katedrze. W tej 10 km stąd, przyjechali rano samochodem załadować zrabowane rzeczy z probostwa i państwowego ośrodka zdrowia, później wieczorem powrócili drugi raz zabrać inne rzeczy. I to wszystko w sąsiedztwie obecności żołnierzy pakistańskich, pilnujących porządku na barierze wyjazdowej z miasta. (Podobnie było przy szpitalu, gdzie Pakistańczycy widzieli, co się dzieje i nie zareagowali!)

Proboszcz był nieobecny; w stolicy, na miejscu tylko seminarzysta na stażu wakacyjnym, który był uderzony… Pojechałem tam w niedzielę rano pocieszyć ludzi, odprawić Mszę św. Po kilkukrotnym dzwonieniu zebrała się grupka około 30 osób, później doszło może jeszcze z 20. Kościelny uciekł chyba około 20 km od wioski, wiec Msza była pod strzechą... Na probostwie porozrzucane rzeczy, proboszczowi zabrali wszystko z szafy, nawet materac z łóżka, także ornaty i alby, komputer, z jadalni naczynia, talerze, kubki… A także instrumenty i głośniki dla chóru, ogniwa słoneczne z akcesoriami, dwa motocykle.

A najbardziej mnie dotknęło to, że rozbili głowy Maryi i Jezusa z figury Matki Bożej Nawiedzenia!
To już znak złości przeciw naszej wierze!

Obecnie, od soboty i niedzieli przybyły nowe jednostki ONZ, Gabończycy i Burundyjczycy, co potrafią lepiej zrobić porządek niż "nasi" stróże pokoju z Pakistanu! Ufamy, ze ich obecność powstrzyma gwałtowników.

Jutro do południa maja dotrzeć do Kaga Bandoro siostry misjonarki, oczekiwane już od pewnego czasu. Dlatego od wczoraj wieczorem pozostawiłem mieszkanko w ich domu i pierwszą noc byłem w domu biskupa.

Pozostaje mi - w stosownym czasie - rozpakowanie przeniesionych tutaj rzeczy (dwa razy w bagażniku auta)

Ale na razie musze ponotować treści i wiadomości na zebranie diecezjalne, które zaczyna się za tydzień. Zakończy się ono niedzielnym odpustem świętej Teresy od Dzieciątka Jezus, Patronki naszej katedry i święceniami diakona.

Mimo trudów, z ufnością chcemy podążać droga Pana!

Polecam wszystkie nasze sprawy Waszym modlitwom.

Błogosławię i pozdrawiam bratersko!

+Zbigniew Tadeusz Kusy, OFM


 

Drodzy Bracia i Siostry!

Jestem od ponad tygodnia poza domem, bo obowiązki wezwały mnie do stolicy. Skorzystałem też z wyjazdu do Sibut, miejscowości około 200 km od Bangui na północ, już w naszej diecezji, gdzie mamy niższe seminarium i stare budynki szkolne wymagające reakcji.  Właśnie tam, dzisiaj około południa telefonicznie dowiedziałem się o nowym złu, jakie dotknęło nasze miasto i parafie z biskupstwem.

Od wczesnego rana duża grupa uzbrojonych rebeliantów Seleka przyszła do naszej części miasta, atakując i paląc domy w dzielnicy, a szczególnie w blisko 5 tysięcznym obozowisku za domem biskupa. Spalili dużą część chatek i namiotów pod płachtami w obozie, a także jeden z naszych domów w centrum katechetycznym, znajdującym się między moim domem i obozem.

Włamali się do kilku pokoi księży, do mojego domu też, który podobno pozostał pusty! Z kancelarii zabrali aparaty informatyczne, tzn. komputery i inne, a także, jak sądzę, aparaturę, kupioną w sierpniu, do łączności internetowej.

Zginęło kilkunastu ludzi, w tym nasz kościelny i katecheta z katedry, Bazyli, ojciec rodziny, wiernie posługujący Kościołowi. Ostatnią jego posługą było odważne dzwonienie dzwonem na trwogę... i przy tym go zabili!

Jak zwykle, zabrakło odważnej akcji tych, których przysłano do Kaga Bandoro, aby chronić ludność cywilną i jej dobra! - Siły oenzetowskie! Małe stanowisko Burundyjczyków, może 6-8 osób, przy katedrze, nie mogło się oprzeć wielkiej grupie napastników, a Pakistańczycy, co też pilnowali naszych domów i obozowiska, widząc co się dzieje, podobno po prostu się zwinęli (wg ostatnich wieczornych informacji moich kapłanów).

Niezależnie od tego wydarzenia, jutro do południa mam ustalone spotkanie z prezydentem państwa, aby mu wręczyć memoriał naszej diecezji, po wypadkach sprzed miesiąca, gdzie okradziono 3 nasze parafie i sponiewierano księdza.

Pokornie, jak Estera, proszę o modlitwy, abym wiedział co i jak powiedzieć, z odwagą i prawdą!

Proszę też o modlitwy za nas wszystkich, w tym doświadczeniu nowych bólów i smutków w naszej diecezji.

Wasz brat Zbigniew Tadeusz, biskup


Drodzy i Kochani moi!

Aktualne wiadomości są lepsze niż te sprzed 10 dni. Wszystkich pozdrawiam i dziękuję za modlitwy i wszelką życzliwość!

Przekazuję mój kolejny list, przygotowany wczoraj, w niedzielę. Wysyłam dzięki życzliwości bazy ONZ, którzy udostępnili mi Wi-Fi, abym mógł mieć kontakt ze światem.

+Tadeusz Zbigniew

TEKST LISTU

JEZU, UFAM TOBIE!

Pusto i cicho. Taka rzeczywistość przywitała mnie w poniedziałek, 17 października, kiedy dotarłem do domu przy katedrze. Alejka prowadząca obok mojego domu w stronę naszej przychodni, liceum i centrum formacyjnego, na której od kilku lat było gwarno i pełno, bo stała się ona miejscem niezorganizowanego dość dużego targowiska, teraz zupełnie pusta, ze śladami spalonych miejsc sprzedaży. Dalej, w centrum, kilka domów spalonych, ze stopionymi blachami dachu, inne wypróżnione z mebli, z instalacji elektrycznej, w środku na placu resztki zniszczonego wielkiego plastykowego zbiornika wody, który służył kilku tysiącom ludzi…

Już z lądującego samolotu widziałem większą część obozu uciekinierów doszczętnie spaloną, a nieco później, w orszaku z prezydentem państwa, który pieszo wizytował nowe obozowisko przy bazie wojskowej ONZ, a następnie szpital i nasz teren parafii i biskupstwa (nawet moje mieszkanie), oglądałem spalone domy w kilku dzielnicach po stronie katedry.

W moim mieszkaniu obraz po złodziejach: puste szafy, wiele rzeczy, szczególnie dokumenty, broszury, książki, nawet Biblię, wyrzucone z kartonów na podłodze… Później odnajdę prawie wszystko z mojej odzieży, także stroje i sprzęty liturgiczne, praktycznie w komplecie, a nawet drukarkę i aparaty do sieci internetowej. Te ostatnie aparaty były w dużej walizce, którą odnaleziono za budynkiem liceum. Z informacji wynika, że złodziejami są zwłaszcza młodzi ludzie, którzy kręcą się koło misji, a którzy po odejściu atakujących ludzi z Seleka sami weszli do naszych pomieszczeń i zabierali, co uznali za wartościowe. … Przekrętnie zaproponowali nawet usługi pilnowania domów! To oni, w sytuacji nieobecności księży, schronionych w bazie wojskowej, weszli przemocą do biura księgowej, gdzie skradli pieniądze i komputer, do niektórych pokoi gościnnych, do magazynu z paliwem a nawet wyciągali dyskretnie rzeczy złożone w jadalni, która stała się wielkim składem różnych przedmiotów, także innych osób spoza misji.

Po czwartkowym spotkaniu z prezydentem w Bangui, gdzie towarzyszyli mi trzej współbracia biskupi, i gdzie mogłem przedłożyć nasz diecezjalny memoriał i skomentować środowe wydarzenia w Kaga Bandoro (12 X), a następnie także z odpowiedzialnym za misje Narodów Zjednoczonych w RŚA, teraz był nam dane spotkać się w Kaga Bandoro, gdzie przybyliśmy tym samym samolotem. W rozmowie prezydent przyznał, że podjęto decyzję jego przyjazdu do Kaga Bandoro w czwartek wieczorem, po naszym spotkaniu!...

Był w Bandoro około 6 godzin, po wizytach miejsc przyjmując i wysłuchując licznych przedstawicieli grup społecznych i religijnych. Pozdrawiając go przed powrotem do stolicy, powiedziałem mu: „Przyjechał Pan tutaj, aby zobaczyć i usłyszeć. Widział Pan i usłyszał niemało. Teraz potrzeba koniecznie działać!”, podkreślając ostatnie słowa mocnym uściskiem jego ręki.

Nieporządek w biurze i sypialni nie pozwoliły mi tam zamieszkać, co więcej, drzwi do mojego mieszkania zostały zepsute, wiec ulokowałem się w domu sióstr, które wyjechały kilka dni po ataku do sąsiedniej misji, w Dekoa, 85 km stad; mieszkam zatem znowu w tym samym miejscu, w dwóch pokojach, gdzie byłem przez dwa lata.

Nazajutrz, we wtorek, świętowaliśmy Ewangelistę świętego Łukasza. Ze Słowa Bożego z modlitwy w ciągu dnia, przyjmuję w naszych aktualnych sytuacjach wskazanie i radę świętego Pawła daną Tymoteuszowi:

„Z mocą Boga, weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii (2 Tm 1,8b).

Kilku kapłanów, którzy przeżyli tutaj niemało chwil grozy, mogło kilka dni temu wyjechać na jakiś czas do stolicy. Pozostało ze mną dwóch kapłanów; wikariusz generalny, który teraz często uczestniczy w spotkaniach organizacji ONZ i ONG, oraz drugi ksiądz, odpowiedzialny za komisję sprawiedliwości i pokoju, a także za dialog międzyreligijny…

Nasze bezpieczeństwo jest zapewnione przez wzmocnione posterunki żołnierzy ONZ, szczególnie przez Burundyjczyków, którzy rozłożyli swój namiot w ogródku i niejako pilnują mnie w domu, gdzie teraz jestem.

Ufamy, ze powoli sytuacje się poprawią. Dobrym tego znakiem będzie z pewnością powrót dzieci do szkoły! Na razie z tej strony, w moim sąsiedztwie, gdzie jest katolicka szkoła podstawowa, także wielka cisza.

Dzisiaj w niedzielę, podjęliśmy odprawianie mszy świętej w kościele katedralnym. - Przez ubiegły tydzień odprawialiśmy w oratorium probostwa.

W kazaniu podjąłem tematy, które nas dotyczą: Źródłem zła, które na nas spadło są niewątpliwie podziały wśród nas, odrzucenie drugich ludzi, którzy są inni niż my, złe ocenianie innych, złe mówienie o drugich, kłamstwa i oszczerstwa wzajemne… Osądzamy siebie jako dobrych i sprawiedliwych, a innych jako złych!... Bóg tak nie osądza. On wysłuchuje szczerych słów człowieka pokornego, który uznaje swoje grzechy. Jemu chcemy zawsze zaufać, bo tylko On może nas wydobyć z dołu, w który wpadliśmy.

Bratersko, z serca, dziękuję każdemu i każdej z Was za wsparcie modlitewne i akty pokutne ofiarowane w naszych intencjach, szczególnie w tym trudnym i bolesnym dla nas czasie misji. Także za wyrażenia jedności i życzliwości, w waszych tekstach przesłanych pocztą elektroniczną. Ufam, ze będę mógł w najbliższym dniach wysłać ten list do Was.

Błogosławię z serca i pozdrawiam: Pan niech obdarza Was pokojem!

Wasz brat Zbigniew Tadeusz

z Kaga Bandoro


NO COMMENT /BEZ KOMENTARZA/

Patena w błocie

Ksiądz Błażej, dzielnie trwający na posterunku w Bandoro mimo doświadczeń ostatnich tygodni, zaprowadził mnie na miejsce, gdzie coś znalazł… może to moje?

Poniżej mostu, położonego na wznoszącym się nasypie, na wysychającym błocie ustępującej po powodzi wody rzeki, nieduża czarna walizka, używana do zachowania i przenoszenia sprzętu liturgicznego; Teraz pusta, plastykowe ścianki rozprute w kilku miejscach, wewnątrz resztki czerwonej wykładziny… cała zabłocona, pewno została wrzucona do wody…

Nieco bliżej drogi błyszczy w błocie patena, mała miseczka z podstawką a obok znajdujemy zanurzone w błocie naczyńko ze świętym olejem dla chorych i przesiąknięte błotem prostokątne kawałki materiału: puryfikaterz i korporał…

Fotel w pustym domu

Wracając przez spaloną część dzielnicy, patrzymy ze smutkiem na bardzo liczne puste domy bez dachów… Kilka domów z blaszanymi dachami ocalało;

Wchodzimy do jednego nich, gdzie pozostały jakieś sprzęty; po lewej stronie przy drzwiach wejściowych owalny różowy stolik z plastyku, z dużymi dziurami w blacie a obok taki sam fotel plastykowy z podziurawionym siedzeniem, z połamanymi oparciami… Wszystko zniszczone ostrym narzędziem…

Bliźniak w studni

Towarzyszący nam Symplicjusz, który przed chwilą pokazywał nam pozostałe osmalone mury jego własnego domu, podprowadza nas pod niezbyt głęboką studnię na pobliskim podwórku…

To były dzieci sąsiada, trzyletni chłopiec i dziewczynka… ona zraniona nożem, przeżyła; on został zabity nożem i wrzucony do studni… Tam! Widzisz ciało?...

Westchnienie modlitewne, znak krzyża i bez słowa idziemy dalej…

---------------------------

O godzinie 15-tej w kaplicy w domu sióstr z Koronką do Miłosierdzia Bożego i modlitwą w ciągu dnia…

Serce płacze

z powracającym pytaniem:

DLACZEGO?

Kaga Bandoro, 27 X 2016, w wigilię moich imienin chrzestnych